Dzień jak co dzień. Wcześnie rano weszłam do pokoju, żeby się przywitać i nakarmić Mikołaja. Zatrzymałam się w drzwiach i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na czółku czteromiesięcznego synka zobaczyłam skorupkę. Jeszcze tego samego dnia umówiłam się do pediatry która potwierdziła Atopowe Zapalenie Skóry i to najostrzejszy przypadek w naszym mieście. Pani doktor została z nami na długie lata i nie wiem co bym bez niej zrobiła. Może dobrze, że wtedy przypomniałam sobie moją kuzynkę i jej synka którzy poradzili sobie z problemem skóry w kilka miesięcy, a ja wierzyłam, że u nas też tak będzie. Na zaczerwienienia tam gdzie rany nie były otwarte używałam Lipobase, a po godzinie Elidel. I u nas było lepiej. Nie sugeruję tu sposobu leczenia i polecam zawsze konsultacje z lekarzem. U Mikołajka po zastosowaniu leczenia, uczulenie zaczęło ustępować, ale z czasem wracało tak, że nie wiedziałam już co mam jeść żeby pokarm nie uczulał dziecka.

3/4 miesiące, pierwsze czerwone plamki

Jeździliśmy do lekarzy w Warszawie, na Śląsku we Wrocławiu i nie było poprawy. Najgorzej było latem gdy nawet słońce wywoływało uczulenie. Drapanie skóry, wysięki, a w końcu strupy. Mikołaj jeździł pod specjalnym baldachimem.

Najgorsze były jednak noce gdy dziecko nie było zajęte bodźcami zewnętrznymi i skupiało się na tym, że skóra swędzi. Nie wiem jak to się stało, ale z czasem udało mi znaleźć sposób na uspanie dziecka. Zawsze gdy skóra była w gorszym stanie śpiewałam tę samą melodię i przykładałam specjalne zrobione okłady w zaognione miejsca. Potem wystarczyła piosenka, a dziecko uspokajało się i Mikołaj zasypiał. Za to sąsiedzi przez cały rok słuchali „Lulajże Jezuniu” – to był nasza melodia

Mikołaj 11 miesięcy i nasilenie AZS

Przełom w leczeniu nastąpił gdy pojechaliśmy do poleconej dietetyk Mikołaj skończył dwa lata. Dietetyczka zleciła badania z krwi aby sprawdzić ewentualne niedobory. Gdy okazało się, że wyniki są w normie mogliśmy zastosować dietę. Od razu uprzedzam, że nasze zalecenia były napisane specjalnie dla Mikołaja, a każdy przypadek atopii jest inny więc zawsze trzeba się poradzić specjalisty.

My przeszliśmy na mleko roślinne, na zasadzie prób i błędów podawaliśmy owoce, warzywa i gotowe potrawy. Po podaniu warzywa czy owocu czekałam nawet trzy dni do ponownego podania aby sprawdzić reakcję. Dziś wiem, że zalecenia lekarzy są inne, ale wtedy miałam zalecenie eliminacji niektórych produktów. Czekaliśmy… aż z wiekiem skóra wzmocni się na tyle, że syn będzie mógł normalnie funkcjonować. I tak się stało. Syrop antyhistaminowy, emolienty, a przede wszystkim dieta przynosiły pozytywne rezultaty. Kremy również działały tak, że nie musieliśmy używać maści ze sterydem. Myślę, że ważne były też zmiany które wprowadziliśmy.

  • Z całego mieszkania usunęliśmy firanki i zasłony – zostały tylko rolety,
  • Usunęliśmy dywany,
  • Wszystkie ubrania, dziecka, moje i męża prałam w jednym proszku (teraz w płynie – u nas sprawdził się Bobini),
  • Każdy odwiedzający w dniu odwiedzin – prosiliśmy aby nie perfumował się i nie całował dziecka w policzek,
  • Maskotki ograniczyłam do minimum i co wieczór w worku strunowym wymrażałam w lodówce. Gdy wyciągałam je wieczorem i zabawka nie była już mocno zimna to dawałam dziecku – dla niego to była duża ulga,
  • Kupiłam piżamkę z czystego jedwabiu która pomagała przesypiać noce,
  • Każde ubranie (bawełniane i najlepiej bez ozdób i małą ilością barwnika), nawet bieliznę dziecka prasowałam aby pozbyć się roztoczy,
  • Wietrzenie pomieszczeń. Latem wietrzyłam po południu gdy nie była koszona trawa i gdy nie unosiły pyłki,
  • Spacery z dzieckiem w lecie po 18. Niestety musieliśmy omijać place zabaw dopóki sytuacja nie była opanowana.

Z czasem, przestrzegając zasad mogliśmy spokojnie wyjeżdżać i normalnie spędzać czas na wakacjach.

Dziś patrząc na Mikołaja nie widać atopii. Ślady uczulenia pojawiają się od czasu do czasu. Teraz jesteśmy w stanie ją opanować i mam nadzieję, że to się nie zmieni.

O dziwo atopia przyczyniła się do przygody z edukacją.